Jeden z moich wykładowców na uczelni stwierdził jakiś czas temu: "Czas jest dla mnie najcenniejszym, bo nieodnawialnym i niepomnażalnym zasobem, którego nie można kupić".
No jest w tym logika. Nie możemy cofnąć czasu. Trzeba się dobrze zastanowić jak go wykorzystywać, bo zmarnowanego czasu już się nie odzyska. Mamy tylko jedno życie.
Na co więc powinienem poświęcać swój cenny czas? Na wykształcenie, a tym samym zrobienie kariery i zarabianie jak największej ilości pieniędzy? Na imprezy, żeby się dobrze bawić i wyszaleć? Na służbę Bogu... yyy... ? (o tym będzie dalsza część tej rozkminy)
Myślę, że to jest bardzo ważne pytanie:
Jak wykorzystać swój czas?
Jeśli czytałeś/aś moje poprzednie posty, może teraz domyślasz się, że zaraz napiszę, że najlepiej byłoby olać szkołę/studia/pracę, zrezygnować ze wszystkich rozrywek i zająć się tylko służbą Bogu (tak jak np. uczniowie Jezusa), ale przecież wszyscy wiemy, że w dzisiejszym świecie nie da się tak żyć. Trzeba zarabiać pieniądze, trzeba się zajmować innymi ważnymi rzeczami, a w najlepszym przypadku, jeśli zostaje jeszcze trochę czasu, to można okazjonalnie zrobić coś "dla Boga", czyli np. pojechać do żywieniówki na TE i tyle. Wszyscy przecież wiemy (wielu z czytających tego posta pewnie z własnego doświadczenia), że mając lat np. 14 ma się dużo czasu i wtedy ewentualnie można się więcej angażować w np. spotkania młodzieżowe, czy coś, ale jak się jest w szkole ponadgimnazjalnej (i np. zbliża się matura) to tego czasu jest coraz mniej, a potem jeśli się idzie na studia to już w ogóle... Aż strach pomyśleć, co w sytuacji, gdy ma się rodzinę na utrzymaniu i np. małe dziecko. Wtedy to już się chyba nie pamięta co takie słowo jak "służba" znaczy.
Otóż jeżeli takie jest Twoje nastawienie, to muszę Cię czymś zaskoczyć:
Czasu wszyscy mamy dokładnie tyle samo! tylko różnie go wykorzystujemy...
Gdy chodzisz do gimnazjum doba ma 24 godziny. Gdy przygotowujesz się do matury doba ma 24 godziny, gdy studiujesz 3 kierunki równocześnie doba ma 24 godziny, gdy siedzisz w pracy 8 godzin dziennie, doba ma 24 godziny, gdy będziesz na emeryturze doba nadal będzie mieć 24 godziny.
Jeśli kiedykolwiek Bóg zapyta Cię, dlaczego tak mało czasu Mu poświęcasz, nie wymawiaj się, że "nie masz czasu", tylko powiedz prawdę: "wolę wykorzystywać czas w inny sposób". Powiedz szczerze: "wolę robić to i to, zamiast Ci służyć".
Czy uważasz, że lepiej wykorzystasz czas ciągnąc 2 etaty równocześnie i rezygnując tym samym z np. chóru parafialnego? Czy uważasz, że uzasadnione będzie rezygnowanie z zaangażowania w spotkania młodzieżowe na rzecz dodatkowego kierunku studiów zaocznych? Czy to będzie dobry wybór? Czy wyjazd na parę lat za granicę "aby zarobić", kosztem opuszczenia swojej społeczności, gdzie dotychczas budowaliśmy swoją wiarę będzie dobrą decyzją? Przytoczę 3 wersety:
"Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane" Mt 6,33
"Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?" Mk 8,36
"Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje" Mt 6,19-21
W zasadzie, wracając do pytania, które postawiłem trochę wyżej, powinniśmy odpowiedzieć Bogu: "Sory, wolę wykorzystać czas na gromadzenie sobie skarbów tu na ziemi, chcę pozyskać cały świat (albo chociaż trochę ;)), bo szukam najpierw korzyści w życiu doczesnym, a dopiero potem Ciebie".
No, ale teraz można by pomyśleć: "Czyli co? mam olać szkołę/studia/pracę i tylko służyć Bogu ufając, że wszystkie moje potrzeby zaspokoi?"
Niekoniecznie. Wykształcenie, praca, pieniądze... to wszystko jest ważne, a nawet bardzo ważne. Odpoczynek, rozrywka, zabawa, też są ważne, ale od tego wszystkiego ważniejszy powinien być Bóg.
Co powiesz:
"Nie pójdę dziś na młodzieżówkę, bo umówiłem się z przyjaciółmi na kręgle", czy "Nie pójdę dziś na kręgle, bo idę na młodzieżówkę"?
"Nie będę się angażował w spotkania biblijne, bo lubię też tańczyć i zapisałem się na kurs tańca, który niestety jest w ten sam dzień, co spotkania", czy "Chociaż lubię tańczyć nie zapiszę się na kurs tańca, bo angażuję się w spotkania biblijne, które są w ten sam dzień"?
"Nie pojadę na wolontariat przez wakacje, bo chcę zarobić trochę pieniędzy i kupić sobie nowy telefon", czy "Nie kupię sobie nowego telefonu, bo przez wakacje pojadę na wolontariat"?
No dobra, ale co w sytuacji, gdy muszę wybierać: albo wyjechać na studia i przez to nie móc się angażować np. w chórze, czy zostać w chórze i przez to zakończyć edukację na szkole średniej? Przecież ten chór bez naszego głosu dalej będzie istniał? Nie jesteśmy tam niezbędni. Co wtedy? Co wybrać?
Hmmm... A może by tak zamiast myśleć: "Nie mogę śpiewać w chórze. Kropka." zacząć myśleć "Nie mogę już śpiewać w chórze, ale ZAMIAST TEGO zacznę się np. angażować w transmisje nabożeństw"? Albo zamiast myśleć "Nie mogę się angażować w młodzieżówki, bo będę na nich tylko raz w miesiącu", zacząć myśleć co mogę zrobić na tym jednym spotkaniu w miesiącu?
Jest takie fajne powiedzenie: "Jak się komuś nie chce, to szuka wymówki, a jak się komuś chce, to szuka sposobu."
Zamiast szukać wymówek, dlaczego NIE MOŻEMY Bogu służyć, szukajmy sposobów jak MOŻEMY Mu służyć.
Inspiracja:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz