niedziela, 16 lutego 2014

O homoseksualizmie i ideologii gender

Dużo się mówi ostatnio o tych dwóch hasłach, więc uznałem, że też sobie trochę porozkminiam ;)

Na początku jednak, żeby móc cokolwiek napisać na temat homoseksualizmu i gender muszę napisać jak ja te dwa pojęcia rozumiem.

Według Wikipedi:
"Współcześnie termin homoseksualizm może mieć trzy różne znaczenia. Może być rozumiany jako zachowanie homoseksualne, kontakty seksualne z drugą osobą tej samej płci. W drugim znaczeniu homoseksualizm oznacza stan, szczególne skłonności lub predyspozycje do angażowania się w kontakty seksualne z osobą tej samej płci. W trzecim znaczeniu homoseksualizm oznacza rolę społeczną rozumianą jako jedną z wielu ról istniejących w społeczeństwach."
Ja rozumiem to w ten sposób, że facet woli mieć kontakt seksualny z innym facetem a nie z kobietą, zaś kobieta woli mieć kontakt seksualny z inną kobietą, a nie z mężczyzną. Krótko: (nawiązując do pewnego kabaretu) chłop biere chłopa, a baba - babe.
Homoseksualiści domagają się swoich praw. Nie chcą być uznawani za gorszych od heteroseksualistów, chcą tak samo móc zawierać małżeństwa, a potem również adoptować dzieci. W Polsce póki co takiego prawa nie mają.

Natomiast gender według Wikipedi:
"jest to suma cech osobowości, zachowań, stereotypów i ról płciowych przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w ramach danej kultury w drodze socjalizacji, nie wynikających bezpośrednio z biologicznych różnic w budowie ciała pomiędzy płciami, czyli dymorfizmu płciowego."
Strasznie zawiłe, ale z tego linku (w telewizji chyba też to mówili) dowiedziałem się, że chcą tego uczyć dzieci w przedszkolach i szkołach, a ma to na celu:
"Autorki chcą,żeby dzieci odeszły od stereotypów i zmieniły swoją rolę społeczną. Oczywiście w skrócie chodzi o to, by chłopcy przestali być „macho” a dziewczynki polepszyły swoją pozycję w środowisku." - cytat z tego samego artykułu.
Ja rozumiem to w ten sposób, że chce się powiedzieć dzieciom, że to, że ktoś urodził się chłopczykiem nie znaczy jeszcze, że musi zachowywać się jak mężczyzna, tylko może się malować, ubierać spódniczki, a (chyba) także może chcieć uprawiać seks z innym mężczyzną (czyli stać się homoseksualistą), albo raz z kobietą, raz z mężczyzną... jak woli, na co ma 'ochotę'. Po prostu to, że ktoś się urodził jako biologiczny mężczyzna, nie powinno go w żaden sposób ograniczać, bo może być tym kim chce. U dziewczynek tak samo.

Jeśli ktoś z czytających tego posta uważa, że niewłaściwie zrozumiałem te słowa, to niech nie czyta dalej, tylko napisze w komentarzu: "Źle to zrozumiałeś. Homoseksualizm to jest to... (tu napisać co to naprawdę jest), a gender to jest to... ".

Tak więc do rzeczy:
W szkole nie byłem nigdy miłośnikiem biologii, ale z tego co mi się wydaje, co podpowiada mi logika to to, że u wszystkich gatunków gdzie występują dwie płci (samiec i samica) jedyna 'normalna konfiguracja' pozwalająca na uzyskanie potomstwa to samiec + samica (u ludzi: mężczyzna + kobieta).
Trochę długie zdanie mi z tego wyszło więc napiszę jeszcze raz w skrócie:
Moim zdaniem tylko 'konfiguracja' mężczyzna + kobieta jest 'normalną konfiguracją'. Co za tym idzie -
'konfiguracja' mężczyzna + mężczyzna, lub kobieta + kobieta nie jest 'normalna'.

Nawet jeśli ktoś uważa, że człowiek nie jest stworzony przez Boga, tylko powstał w wyniku ewolucji, to chyba każdy się zgodzi, że ludzie są tak biologicznie skonstruowani, że tylko i wyłącznie 'konfiguracja' mężczyzna + kobieta jest jedyną słuszną i jedyną 'normalną konfiguracją'.

Ponieważ więc według mnie tylko heteroseksualizm jest czymś normalnym, to jest to równoznaczne z tym, że homoseksualizm nie jest normalny. Skoro więc homoseksualizm nie jest normalny, to dlaczego mamy traktować homoseksualistów tak samo jak (muszę to napisać) normalnych ludzi? Skoro przez tysiąclecia ludzkość żyła w 'konfiguracji' mężczyzna + kobieta, to dlaczego nagle mamy to zmieniać i mówić, że jak ktoś chce to ma pełne prawo do tego by żyć inaczej?

Może zróbmy konkurs. Osobno cywilizacja heteroseksualnych, a osobno homoseksualnych. Która cywilizacja dłużej przeżyje? Coś mi się wydaje, że homoseksualiści nie doczekają się swojego drugiego pokolenia.

Co więc zrobić, gdy ktoś ma takie upodobania i chce żyć z osobą tej samej płci, a nie przeciwnej? Hmmm...
Z tego co przeczytałem na wikipedi "17 maja 1990 roku WHO wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych."
Nadal natomiast nie wyczytałem nigdzie opinii specjalistów (prawdę mówiąc nie szukałem jakoś bardzo dogłębnie), czy to, że ktoś ma upodobania homoseksualne to z punktu widzenia nauki jest w 100% jego świadomy wybór, czy też po prostu 'taki się już urodził'. Tego nie wiem.

Tak, czy owak, uważam, że nie powinno się takich ludzi w jakikolwiek sposób oczerniać, czy poniżać. Dopóki nie wyrządzają szkody innym, szanujmy wszystkich ludzi. Nie mówmy im jednak, że specjalnie dla nich przedefiniujemy 'normalność' żeby nie czuli się gorsi. Moim zdaniem to oni muszą się dostosować do normalnych, a nie normalni do nich...

Teraz odnośnie ideologi gender.
Urodziłem się jako biologiczny mężczyzna. Próbujecie mi wmówić, że to jeszcze nic nie znaczy i jeśli chcę mogę żyć jak kobieta i być postrzegany przez społeczeństwo jako kobieta? - Hmmmm... Cytując niedawną wypowiedź pana Owsiaka: "Ludzie, czy wyście oszaleli !?"

Gdyby np. nie podobało mi się to, że urodziłem się człowiekiem i chciałbym być ptakiem. Co wtedy? Poproszę lekarzy, żeby przeszczepili mi jakieś skrzydła (nie wiem, ale chyba da się coś takiego zrobić)? Będę sobie przyklejał pióra do ciała i powiem wszystkim: "od dziś nie mówcie na mnie Dawid, tylko Skowronek"? Będę siedział na gałęzi i śpiewał? Jadł ziarenka z karmika?

Czy coś takiego byłoby normalne? Chyba musiałbym zacytować zdanie, które usłyszałem kiedyś w jednym z seriali telewizyjnych: "ludzkość to stado baranów".

Od tysiącleci gdy ktoś urodził się mężczyzną to tym mężczyzną był do końca życia. W czym teraz jest problem?

A może, gdyby tak zamiast uczyć od przedszkola chłopców, że mogą być dziewczynkami, zacząć uczyć ich jaki powinien być prawdziwy mężczyzna? A dziewczynki zamiast uczyć, że mogą być 'macho', zacząć uczyć na czym polega prawdziwa kobiecość?

Żeby było jasne podkreślam jeszcze raz: jestem przeciwny oczernianiu i poniżaniu osób o innej orientacji homoseksualnej. Każdy ma prawo do swojego zdania. Jestem jednak zdecydowanie przeciwny nadawaniu im jakichkolwiek praw, gdyż uważam, że to oni powinni się dostosować do heteroseksualnych (czyli zaakceptować np. że małżeństwo to tylko i wyłącznie mężczyzna + kobieta), a nie na odwrót (czyli, że ze względu na nich zmieniamy definicje słów małżeństwo, rodzina itp.).

Jeszcze jedna rozkmina, w razie gdyby ktoś uważał, że jestem nietolerancyjny:
Jeżeli homoseksualiści mogą mówić, że według nich homoseksualizm nie jest niczym złym, to ja mam prawo mówić, że według mnie homoseksualizm jest czymś złym.
Jeżeli ja nie będę miał prawa wypowiadać swojego zdania, a oni będą mieli, to kto tu się okaże nietolerancyjny?

P.S. Celowo rozkminiałem ten temat tylko na podstawie logiki i zdrowego rozsądku, a nie Biblii. Czytając Biblię można (moim zdaniem) na 100% powiedzieć, że homoseksualizm to grzech. Dość fajnie i zwięźle jest to tu wytłumaczone. Pytanie, czy w chrześcijańskim kraju zalegalizować homoseksualizm jest według mnie samo w sobie już pozbawione sensu.

Inspiracja: (demotywatory) Homoseksualiści

Inspiracja 2. Niech mi ktoś powie, że ten... ta... yyy... to dziecko będzie miało szczęśliwe dzieciństwo (youtube) wychowywanie dziecka na 2 sposoby

piątek, 14 lutego 2014

O kulturze osobistej

Znalezione na demotywatorach:

Co to znaczy być kulturalnym człowiekiem? Czy to prawda, że kiedyś było wielu "prawdziwych dżentelmenów" a dzisiaj bardzo mało? Hmmmm...
Gdy np. słyszy się słowo "dżentelmen" to jaki obraz się ludziom w pierwszej chwili kojarzy? Facet w czystym czarnym garniturze (lub fraku), błyszczących odpicowanych butach, całujący w rączki wszystkie kobiety na przywitanie? Człowiek, który opanował do perfekcji wszystkie zasady Savoir vivre (czyta się chyba sawua wiwr)?

Słyszałem kiedyś rozmowę pewnego małżeństwa (rozmowa autentyczna):
Kobieta: Niedługo idziemy na wesele do naszego krewnego. Będę musiała kupić nową sukienkę.
Mężczyzna: Po co? Przecież kupiłaś nową w zeszłym roku jak byliśmy na innym weselu.
K: No tak, ale na tym weselu będzie dużo osób, które były też na tamtym i zobaczą, że jestem w tej samej sukience.
M: A myślisz, że ktoś to będzie pamiętał co ty wtedy miałaś ubrane?
K: Oczywiście. A ty nie pamiętasz?
M: Nie pamiętam co kto miał ubrane. Nie zwracam na to uwagi. Ważniejsze jest dla mnie to co się ma w głowie. Zwracam uwagę na to jak się człowiek zachowuje, co mówi... to jest ważne, a jak jest ubrany to szybko zapominam.

Może nie jest to cytat słowo w słowo, ale mniej-więcej o to chodziło.
I wtedy właśnie zacząłem rozkminiać i zrozumiałem na czym polega kultura osobista. Moim zdaniem nie trzeba koniecznie uczyć się miliarda regułek, wystarczy kierować się jedną, krótką zasadą:

Żyj tak, aby ludzie dobrze się czuli w twojej obecności.

Prawda, że proste? Jak to wygląda w praktyce? Kilka przykładów

1) Jeśli np. zaproszę znajomych do siebie na urodziny, to w pierwszej kolejności będę się skupiał na tym, żeby się dobrze czuli. Żeby się nie nudzili, nie czuli niezręcznie, tylko żeby wszyscy miło spędzali czas. Dopiero w dalszej kolejności będę myślał o tym, czy widelec dałem po właściwej stronie talerza, czy ubrałem właściwą koszulę i użyłem odpowiedniej ilości żelu do włosów, czy lody są odpowiednio przyozdobione... to są szczegóły. Ważne, żeby wszyscy byli uśmiechnięci i dobrze się czuli. Co z tego, że wszystko będzie ładnie przyozdobione i przystrojone, skoro jakaś osoba będzie siedzieć, nudzić się i nie będzie wiedziała co ze sobą zrobić? Lepiej byłoby każdemu poświęcić czas, pogadać, zaproponować coś co wiem, że lubi. Tak aby każdy poczuł się ważny i zauważony. Takie przyjęcie ludzie na pewno będą miło wspominać :)

2) Gdybym np. chodził cały czas w garniturze i koszuli z krawatem, to czy inni dobrze by się czuli w mojej obecności? Niekoniecznie. Byłoby to dla nich niezręczne. Gdy ktoś niósłby szklankę soku musiałby dodatkowo uważać, czy nie splami mi garnituru. Gdybym był u kogoś w domu i gralibyśmy w jakąś grę, to nikt nie zaproponuje mi żebym usiadł na podłodze. Na co dzień będę więc chodził w normalnej bluzie - tak jak wszyscy. Na jakąś uroczystość, typu ślub, ubiorę garnitur - tak jak wszyscy. Na urodziny wujka - coś pośredniego między garniturem a bluzą, czyli np. ładną koszulę - tak jak wszyscy. Gdyby np. na ślub ktoś przyszedł w bluzie, czy czułbym się przy nim dobrze? Niebardzo. To byłoby niezręczne. Najlepiej gdy wszyscy są ubrani na tym samym "poziomie".

3) Gdybym wszystkie dziewczyny całował w rękę przy przywitaniu, czy ludzie wokół czuli by się dobrze w mojej obecności? Niektórzy może tak, ale... wiele dziewczyn pewnie czułoby się skrępowane, a chłopacy nie wiedzieliby co zrobić? czy też powinni je całować w rękę przy przywitaniu, czy nie? - ile zakłopotania pojawiłoby się w głowie wszystkich osób... po co sobie życie komplikować? Niech jest tak jak zawsze, tzn. z chłopakami witamy się przez podanie ręki, a z dziewczynami, jeżeli wyciągnie rękę pierwsza to tak samo jak z chłopakami, czyli uścisk dłoni, a jeśli nie, to po prostu: "cześć", "cześć". I wszystko jasne. Bez dodatkowych stresujących sytuacji :)

4) Gdybym zawsze starał się mówić tak mega elokwentnie i używać jakiś bardzo podniosłych, kulturalnych słów, to czy ludzie chcieliby ze mną tak na luzie pogadać? Myślę, że nie. Czuliby się niezręcznie i nieswojo. Zwłaszcza, gdyby jakiegoś wyrazu nie zrozumieli. Dlatego najlepiej mówić takim językiem jak inni. Tak żeby wszyscy wszystko zrozumieli. Oczywiście pamiętając by nikogo nie obrażać, nie obgadywać itd. Po prostu: tak, by wszyscy się dobrze, swobodnie czuli.

Mniej-więcej tak według mnie wygląda kultura. Są jednak jeszcze 3 ważne kwestie:

1. Mimo tego co napisałem wyżej, uważam, że dobrze jest znać te całe sawua wiwre. Co jeśli np. będę w teatrze, czy w jakiejś restauracji w gronie osób, które te wszystkie zasady znają i się do nich stosują? Wtedy, żebym to ja nie czuł się niezręcznie, dobrze byłoby wiedzieć jak się zachować w poszczególnych sytuacjach. Poza tym: w sytuacjach, gdy nie wiem jeszcze jak będą zachowywać się inni (np. gdy ja pierwszy gdzieś wchodzę, a za mną inni) to lepiej zacząć "bardziej według sawua wiwre" a najwyżej potem zluzować, niż na odwrót :)

2. Wiele z tych przykładów można by streścić: "zachowuj się tak jak inni". W sumie można tak powiedzieć. Chciałbym jednak coś do tego dodać: "zachowuj się tak jak inni o ile nie jest to sprzeczne z twoimi poglądami". Jeśli będę w towarzystwie, w którym wszyscy przeklinają to ja nie będę przeklinał - to akurat nie jest trudne. Przynajmniej dla mnie. Jeśli ma się nawyk aby nie przeklinać, to nie ma strachu, że coś tam mi się wymsknie. Jeśli będę jadł obiad to nawet jeśli nikt wokół nie ma zwyczaju pomodlić się przed posiłkiem, ja chcę to zrobić - to jest trudniejsze. Mimo, że też mam taki nawyk to jest to o wiele trudniejsze... ale będę się starał :)

3. Co w sytuacji, gdy widzę, że ktoś inny nie jest kulturalny? np. nie przepuszcza dziewczyn w drzwiach przodem. Czy powinienem wtedy zwrócić mu uwagę, że jest niekulturalny? Czy powinienem zrobić to w tak widoczny sposób, aby inni pomyśleli: "o, dobrze, że Dawid jest kulturalny, on zna tą zasadę" ? Otóż moim zdaniem nie.

Paradoksalnie: Kultura polega też na tym, by nie zwracać uwagi innym gdy są niekulturalni.

Dlaczego? 
Bo jeśli powiem na głos: "ej, Józek, jesteś niekulturalny, powinieneś przepuścić Zosię w drzwiach przodem", to jak w tej sytuacji poczuje się Józek? Prawdopodobnie bardzo go to speszy i zestresuje, a przecież kultura polega na tym, żeby ludzie się dobrze czuli w mojej obecności. O wiele lepiej będzie jeśli zbliżając się do następnych drzwi spróbuję nieco przyśpieszyć i otworzyć drzwi przed Zosią. Wtedy Józek prawdopodobnie pomyśli: "aha, no właśnie. Powinienem puścić ją przodem. Racja!". Jeśli to się ładnie złoży to nikt nie poczuje się zestresowany, Józek przechodząc przez następne drzwi przepuści Zosię przodem, a wszystkim będzie miło i przyjemnie :)

Prawdopodobnie są sytuacje w których i tą zasadę trzeba by pominąć. Gdyby np. ktoś w chamski sposób obrażał drugą osobę to dobrze byłoby mu zwrócić uwagę, ale nie chcę wymyślać przykładów, bo tu trzeba po prostu wrócić do pierwszej fundamentalnej zasady tzn. "Żyj tak, aby ludzie dobrze się czuli w twojej obecności."

Inspiracja:

wtorek, 11 lutego 2014

Jeśli Bóg istnieje i jest wszechmocny, to dlaczego na świecie jest tyle zła?

Czasem można usłyszeć, lub przeczytać argument, że "to nieprawdopodobne, by Bóg istniał, bo gdyby istniał i był wszechmocny, to nie pozwoliłby, aby dobrych ludzi spotkało takie, czy inne nieszczęście."
No właśnie... Skoro Bóg jest wszechmocny, to dlaczego pozwala na to, że ludzie szczerze wierzący też cierpią? też chorują? też mają różne problemy? Czemu wielu ludziom niewierzącym powodzi się znacznie lepiej niż wierzącym? Czy Bóg nie mógłby sprawić, żeby ci, którzy oddali Mu swoje życie mieli się super, a ci, którzy Go odrzucają cierpieli biedę? Czy nie sprawiłoby to, że więcej ludzi by w Niego uwierzyło?

Od tych pytań zaczyna się kolejna rozkmina :)
Więc tak: co by było, gdyby rzeczywiście, ci, którzy oddali Bogu swoje życie mieli się super, a ci, którzy Go olewają - do kitu? Prawdopodobnie wtedy wielu ludzi przyznałoby: "Ok, myliłem/am się. Jednak Bóg istnieje. Uwierzę w Niego, bo chcę żeby mi się dobrze powodziło."
I co wtedy? Frekwencja w kościołach zwiększyłaby się pewnie o 1000%, a zadeklarowanych ateistów byłoby baaardzo niewielu. I co? Gdy taki człowiek stanie kiedyś przed Bożym tronem, to co powie? "Nie wierzyłem w Ciebie, bo nie miałem dowodów na to, że istniejesz. Zobaczyłem dowody, stwierdziłem, że bardziej opłacałoby mi się uwierzyć, wiec jestem :)". Co by mu Bóg odpowiedział? "No chyba sobie kpisz."

Co to za sztuka wierzyć w coś na co mamy dowody, że istnieje? To nie jest wiara. Gdyby Bóg był widzialną, fizyczną postacią, chodził po świecie i robił to co według nas powinien robić, to w zasadzie nie można by mówić o 'wierze w Boga', tylko o... hmmm... w każdym razie o fakcie, a nie o wierze. Czy ktoś z was wierzy, że istnieje słońce? Nie. Wiemy, że słońce istnieje, widzimy je, czujemy ciepło na skórze, gdy na nas świeci, więc wiemy, że słońce istnieje, a nie wierzymy w nie.

Wiara to nie jest zaakceptowanie jakiegoś faktu, albo wybór najbardziej prawdopodobnej opcji, tylko przekonanie, że to, w co wierzę jest prawdą, mimo, że wielu ludzi uważa inaczej.

Wiara polega na tym, aby nie ważne, czy mi się dobrze w życiu układa, czy nie, czy jestem zdrowy, czy chory, czy mam wielu przyjaciół, czy wszyscy mnie opuścili, zawsze ufać Bogu. Taka wiara jest prawdziwą sztuką, ale wierzę, że właśnie za taką wiarę czeka nagroda - Niebo. Wierzę w to, że będę w Niebie nie dlatego, że zaakceptowałem, że Bóg istnieje, bo to wydawało mi się najbardziej prawdopodobne, tylko dlatego, że uwierzyłem w Niego, pomimo tego, że według wielu ludzi to jest nieprawdopodobne.

Tak samo: Jak mogę komuś udowodnić, że to co jest napisane w Biblii jest prawdą? Nie mogę. Nie da się. W to można tylko uwierzyć. To właśnie jest wiara.

Inspiracja:
(demotywatory) Czy gdyby Bóg istniał...

Dlaczego wierzę w Boga?

Kiedyś widziałem taką rozmowę:
- Skąd u ciebie tyle wiary w Boga?
- Bo kocham Boga. Nie mogę bez Niego żyć.

No tak, a niebo jest niebieskie bo... bo jest niebieskie... Czemu wierzysz w Boga? Bo tak - argument na wszystko.
I tak zacząłem sobie rozkminiać dlaczego ja wierzę w Boga? Czy dlatego, że od dzieciństwa wiele ludzi wokół mówiło mi, że trzeba iść przez życie z Bogiem, a ja odpowiedziałem: "no dobra nooo, spróbuję" i tak już zostało? Nie. Nie dlatego.

Dlaczego wierzę w Boga?
Bo pomyślałem. Co ja chcę w życiu osiągnąć? Jaki mam cel?
Żeby po prostu dobrze się bawić i "wyciągnąć z życia jak najwięcej"? Hmmmm... Telewizja, internet i jakby nie patrzeć, wielu ludzi wokół wmawia mi, że w życiu chodzi o to, żeby osiągnąć szeroko pojęty sukces. Że aby być zadowolonym z życia muszę zrobić wielką karierę. Że mogę oszukiwać innych o ile pozwoli mi to wzbogacić się i "wspiąć wyżej". Że im więcej mam kasy tym jestem fajniejszy, lepszy i szczęśliwszy. Że wszystkiego w życiu trzeba spróbować. Że jeśli nikogo nie zabiłem, nie okradłem (w taki dosłowny, bezpośredni sposób), dałem parę złotych na organizację charytatywną to jestem bardzo dobrym człowiekiem. Że jeśli skoczę na bungee, zbuduję dom, zasadzę drzewo i spłodzę syna to wtedy poczuję się spełniony i zadowolony z życia itd.

Ale pomyślałem: No dobra, załóżmy żebym to wszystko zrobił. Załóżmy, że zrobiłbym wielką karierę, miał mnóstwo pieniędzy, wielki dom, kochającą żonę i gromadkę dzieci. Załóżmy, że byłbym dobrym człowiekiem, przykładnym obywatelem. Załóżmy, że wszystko to mi się uda... Ale jak długo będzie trwało moje życie? 80 lat? 90? Gdy mam urodziny niektórzy życzą mi żebym dożył 100 lat. No załóżmy, że przeżyłbym 100 pięknych lat.
A co dalej? Prędzej czy później, czy mi się to podoba, czy nie moje życie się skończy. Co wtedy ze mną będzie? Co się ze mną stanie? Niektórzy mówią, że nie powinienem się tym teraz przejmować, bo jestem jeszcze młody, powinienem cieszyć się życiem, chwytać każdy dzień (YOLO i te sprawy...) itd. Ale mnie to jednak wciąż nurtuje...

Czy po śmierci mój mózg po prostu zostanie wyłączony (tak jak na czas snu, tylko tym razem na zawsze) i nic nie będę czuł, o niczym nie będę myślał, po prostu zostanę unicestwiony? - no, jakaś logika w tym jest. Ale inne propozycje są ciekawsze i lepsze :)

Czy może powrócę na świat w innej postaci? kota, psa, nowego człowieka, czy coś takiego? - hmmm... czyli będę się starał wzbogacić, będę ciężko pracował itd. a potem umrę, urodzę się i znowu będę musiał harować od początku? o nie... Gdybym wrócił na świat w postaci leniwca to jeszcze luz, ale co, jeśli urodzę się jako świnia, albo jakiś owad? Kiepska sprawa... nie podoba mi się taki pogląd.

A może po śmierci będą 2 opcje? Niebo, lub piekło? Może życie ma jakiś głębszy sens niż tylko zrobić karierę i mieć jak najwięcej kasy? Może nasz świat nie powstał przez przypadek (po prostu tak się atomy poskładały - nic nadzwyczajnego)? Może istnieje Wielki, potężny Bóg, który to wszystko stworzył? Może On daje mi pewną propozycję? daje mi możliwość, że gdy moje ziemskie życie się skończy, będę mógł być razem z Nim w miejscu tak wspaniałym, że teraz nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić? - hm... interesujące...
Pytam: Co muszę zrobić by się tam dostać? Po ile są bilety? może być nawet miejsce stojące... - i co się okazuje? Nie ma żadnych biletów. Wystarczy szczerze uwierzyć i przyjąć Boga do swojego serca.
Rozkminiam: Czy nie byłoby fajnie żyć z taką wiarą, że po śmierci czeka mnie życie o wiele lepsze niż tu na ziemi? i nie będzie ono trwało 80, czy 100 lat, tylko wieczność!!! - Super, no nie? to jest według mnie najlepsza perspektywa. Wiara w to, że moje życie nie skończy się na ziemi, tylko czekam na coś o wiele lepszego, wiecznego - to jest opcja którą wybieram :)

Inspiracja:
(youtube) Co stanie się po śmierci?


A co to znaczy szczerze uwierzyć i przyjąć Boga do swojego serca? - hmmm... to jest temat na inną rozkminę ;)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Dlaczego założyłem bloga, o czym będę pisał itd.

1...2...3... próba mikrofonu... jak mnie słychać? Ok. "Hello world" :)

Do rzeczy. Dlaczego zakładam bloga?
Otóż tak: Czasem mam tak, że mam jakieś przemyślenia na dany temat i chciałbym się nimi podzielić. Gdy nazbiera się tego więcej, to zazwyczaj robię o tym temat na młodzieżówce, ale czasem jest tego zbyt mało na temat, albo nie jest to bezpośrednio związane z Bogiem i dotychczas trzymałem to w głowie, a z czasem zapominałem. A może ktoś miałby ochotę poznać moje zdanie, przemyśleć (rozkminić) samemu i wyrazić swoje zdanie w komentarzu, albo założyć swojego bloga? Tak więc od teraz zamiast trzymać to w sobie będę pisał tutaj :)

Czemu akurat blog?
Jakiś rok temu, całkowicie przypadkowo zobaczyłem na youtubie kanał blimey cow. Bardzo spodobał mi
się pomysł, aby przedstawiać w internecie swoje poglądy i opinie na bardziej lub mniej poważne tematy. W sumie, bardzo lubię robić filmiki więc trochę chodził mi po głowie pomysł, czy nie zrobić czegoś podobnego, ale po krótkim namyśle stwierdziłem, że zdecydowanie nie mam takich zdolności aktorskich jak oni, a poza tym łatwiej mi pewne rzeczy napisać niż powiedzieć, więc będę pisał bloga. Postanowiłem to już jakieś 3 tygodnie temu, ale miałem teraz dużo nauki i nie chciałem się wciągać w bloga zanim wszystkich egzaminów nie pozaliczam. Przez ten czas jednak w mojej głowie urodziło się trochę pomysłów, więc teraz siadam i zabieram się za pisanie :)

O czym będę pisał?
Wiele osób piszących blogi pisze o swoim życiu. O różnych bardziej, lub mniej ciekawych sytuacjach, które miały miejsce w ostatnim czasie, o marzeniach, szkołach, studiach itd. Jest to całkiem fajne, ale ja postanowiłem, że nie będę pisał o swoich przeżyciach, co sobie porabiam itd. tylko o swoich przemyśleniach na różne, raczej poważniejsze tematy (o tym dlaczego wierzę w Boga?, o tym co to znaczy mieć mocną wiarę?, o kulturze osobistej, o homoseksualistach, genderach itd.). Nie planuję (przynajmniej na razie) reklamować każdego nowego wpisu na facebooku. Może będę to robił raz na jakiś czas, ale to jeszcze zobaczę. Jeśli ktoś ma ochotę czytać to o czym będę pisał, to można mnie dodać do kręgów na google+ i tam (prawdopodobnie) będą się automatycznie dodawać informacje o każdym nowym wpisie.

Do czego zachęcam potencjalnych czytelników bloga?
Po pierwsze: Żeby samemu porozkminiać :)
Po drugie: Z racji tego, że będę pisać o swoich poglądach (rozkminach) nie każdy się musi ze mną zgadzać. Jak widać pod każdym wpisem można dodawać komentarze. Można to zrobić anonimowo, można za pomocą konta google, albo jeszcze jakoś inczej :P (nie wiem, nigdy tego nie robiłem). Jak ktoś ma ochotę to zachęcam :)

To tyle na wstępie. Jak coś konkretnego spiszę to wrzucę tutaj (jutro, albo ew. jeszcze dzisiaj).