niedziela, 25 maja 2014

O wszystkim, tylko nie o grzechu

Przedwczoraj czytałem na onecie pewien artykuł. Przykuło moją uwagę zwłaszcza takie zdanie: (cytat)

[w szkole w Wielkiej Brytani] Podoba mi się ta otwartość na inne religie i to, że w szkole nie wtłacza się do głowy dziecku poczucia winy. Nie ma mowy o grzechu. O tym, że jak czegoś nie zrobisz, to Bóg się na ciebie pogniewa. Na wejściu nie wita dzieci obraz mężczyzny przybitego do krzyża, z którego ran leci krew. Kilku znanych mi czterolatków ze szkoły katolickiej na ten widok wpadało w histerię i nie chciało wejść do szkoły przez miesiąc – mówi mama Leona.

No pewnie. Po co uczyć dzieci w szkole, że jest coś takiego jak grzech? Po co uczyć je, że robią coś źle? Nie stresujmy ich. Mówmy im, że wszystko robią dobrze. Pan Bóg wszystkich kocha... a na koniec WSZYSCY będziemy z Nim w niebie...

Cóż... taką "ewangelię" (celowo w cudzysłowiu) chętnie by wszyscy słuchali. Nikt przecież nie lubi słyszeć, że coś robi źle. Każdy woli słuchać pochwał.
Jako, że często gram w gry komputerowe, krótka refleksja z tej perspektywy:

Dlaczego wielu ludzi lubi się "zanurzyć" w gry, zapominając o całym świecie? Dlaczego gry są takie fajne? Bo w grze komputerowej kiedy wygrasz jakiś mecz, albo przejdziesz kolejny poziom wyświetla ci się wielki napis: WYGRAŁEŚ. Natomiast, gdy przegrasz, to albo będzie jakieś małe hasło przegrana, albo po prostu: "Spróbuj jeszcze raz". Gra nigdy nie powie ci: "jesteś cienki", tylko "jesteś super, bo przeszedłeś kolejny poziom. Gratulacje!".

Tyle o grach. Wracając do tematu: Może powinniśmy trochę zmienić sposób przekazywania ludziom ewangelii i nie mówić nic o grzechu, tylko wciąż o Bożej miłości? Dlaczego nie?

Ano dlatego nie, że jeśli człowiek nie usłyszy nic o grzechu to nie będzie mógł się nawrócić (czyli przyjąć Boga do swojego serca). Słyszałem kiedyś, że

aby człowiek mógł się nawrócić, pierwsze co musi zrobić to uświadomić sobie, że jest grzesznikiem.

Zgadzam się z tym w 100%. Dopóki człowiek nie uświadomi sobie, że jest grzesznikiem nie może przyjąć Boga do swojego serca, ponieważ Bóg nie jest mu do niczego potrzebny. Bóg jest nam potrzebny, bo tylko On może nam przebaczyć to co zrobiliśmy złego. A skoro nie zrobiliśmy nic złego - to po co nam Bóg?

Prawdę mówiąc za każdym razem gdy ktoś (np. podczas jakiejś ewangelizacji) mówi, że to i to jest grzechem to naszą reakcją powinna być myśl: "Jestem grzesznikiem. Wstyd mi z tego powodu. Potrzebuję Boga by mi przebaczył."

Jeśli nie mówimy o grzechu, to tak naprawdę oddalamy ludzi od Boga, a nie przybliżamy.

środa, 21 maja 2014

Wiara jako hobby

Rozkminiałem sobie ostatnio, że w tym coraz bardziej ateistycznym świecie wielu ludzi prawdopodobnie wyobraża sobie wiarę w Boga jako takie hobby.
Jedni w wolnym czasie lubią łowić ryby, inni czytać książki, a inni lubią się modlić i chodzić do kościoła. Po prostu to lubią. Podoba im się takie bycie 'religijnym'. Takie mają zainteresowanie.
Moim zdaniem jest to bardzo niewłaściwe myślenie. Po pierwsze dlatego, że:

Wiara w Boga nie jest dodatkiem do stylu życia, tylko zmianą stylu życia.

Jeśli człowiek przeżywa nawrócenie (czyli decyduje się iść za Bogiem), to to nie znaczy, że będzie sobie żył tak jak dotychczas z tym wyjątkiem, że 5 minut rano i wieczorem poświęci na modlitwę, tylko to znaczy, że powinien dążyć do tego by całkowicie zmienić swoje życie. Zmienić być może zachowanie wobec innych, zmienić przyzwyczajenia, a na pewno zmienić swoje priorytety i zmienić sposób myślenia. Całe życie podporządkować Bogu.

Po drugie:

Nie mylmy wiary w Boga z zainteresowaniem religią i kościołem.

Co innego jest wierzyć w Boga, a co innego interesować się różnego rodzaju sprawami kościelnymi. Moim zdaniem człowiek wierzący nie musi wiedzieć jaka barwa liturgiczna będzie danej niedzieli, jakie są nazwiska księży sąsiednich parafii, albo kiedy urodził się Marcin Luter, lub papież. To akurat może być czyimś hobby, żeby takimi rzeczami się interesować, ale nie mylmy tego z wiarą w Boga. To, że ktoś ma takie hobby wcale nie oznacza, że jest osobą wierzącą!
Owszem, człowiek wierzący powinien szukać społeczności z innymi ludźmi, powinien szukać miejsca gdzie mógłby budować się Słowem Bożym i powinien przystępować do spowiedzi i komunii św, a to właśnie daje kościół, ale to powinno samo wypływać z jego wiary, a nie być wynikiem "zainteresowania kościołem".

Po trzecie:

Decyzję o wierze w Boga podejmuje się samodzielnie, a nie zostaje w niej wychowanym.

Niektórzy ludzie uważają, że nie powinno się dziecka chrzcić, ani uczyć chrześcijańskich zwyczajów, bo to jest narzucanie mu konkretnej wiary, a powinno się zostawić ten wybór jemu. Jeśli podrośnie i będzie chciał być chrześcijaninem, to się ochrzci i będzie chrześcijaninem. Jeśli stwierdzi, że chce być buddystą, to zostanie buddystą (nie wiem jakie tam obrzędy trzeba wykonać), a jeśli postanowi pozostać ateistą to pozostanie ateistą - droga wolna.
Cóż, moim zdaniem jest to jedna, wielka ściema. Każdy kto zostanie wychowany w sposób "bardzo chrześcijański" i tak gdy podrośnie pozna świat odrzucający Boga (wiem co mówię). Jeśli stwierdzi, że Bóg nie jest mu do niczego potrzebny, to i tak pójdzie taką drogą bez względu na to jak bardzo "po chrześcijańsku" został wychowany. Jeśli zaś stwierdzi, że chce trwać w tej wierze w której został wychowany, a nie schodzić na drogę "tego świata" to z całą pewnością będzie to jego świadomy wybór, a nie skutek wychowania, które pozbawiło go wyboru wiary (wiem co mówię).
Jeśli ktoś uważa, że dobrze zrobi przez pozbawienie dziecka wychowania na wartościach chrześcijańskich, to znaczy, że traktuje wiarę w Boga jako hobby, które albo go kiedyś zainteresuje i stanie się "religijnym człowiekiem", albo nie zainteresuje i też się nic nie stanie. Tylko co to za rodzic, któremu jest obojętne, czy jego dziecko będzie zmierzać do nieba, czy do piekła?

Po czwarte:

Hobby określa jak będziesz spędzał swoje życie. Wiara określa jak będziesz spędzał wieczność.

Czy twoim hobby będzie łowienie ryb, czy zbieranie znaczków, czy taniec, czy piłka nożna, to pod koniec życia nie będzie mieć kompletnie żadnego znaczenia. To, czy swoje życie oddałeś Bogu będzie mieć kolosalne znaczenie.
Twoje hobby doda coś do twojego życia. Twoja wiara zmieni twoje życie i to co będzie po nim.

niedziela, 11 maja 2014

Muzyka chrześcijańska

Kolejna rozkmina powstała w całości z notatek (i filmików) przygotowanych na jedną z młodzieżówek (a dokładnie na jedną ze społeczności na obozie w zeszłym roku). 

Jak wskazuje już tytuł posta, będzie o muzyce. Kilka pytań które starałem się rozkminić:
- Co to jest muzyka chrześcijańska?
- Jaką muzyką można Boga chwalić, a jaką nie?
- Co jest ważniejsze, czy styl muzyczny, czy słowa, czy coś innego?
Ponieważ ma być o muzyce, warto by od muzyki zacząć. A więc:

Matt Redman - 10 000 reasons



No właśnie. Nie wiem jak wam, ale ja jak słyszę "muzyka chrześcijańska" to właśnie coś takiego mi się kojarzy. Spokojna muzyka, gitary, pianino, delikatnie grająca perkusja, słowa mówiące o chwaleniu Boga, np, tak jak tutaj, że mamy 10 tys. powodów by Go uwielbiać... Brzmi to jak taka śpiewana modlitwa. Wykonawcy zamykają oczy, czasem podnoszą ręce...
Patrzymy i mówimy: oni chwalą Boga.

I ok, nie da się ukryć, że śpiewają o Bogu. To słychać w ich tekstach.
A co jeśli ktoś nie śpiewa, tylko np. gra na trąbce? Grając na trąbce nie da się równocześnie śpiewać. Nie da się więc wypowiadać słów mówiących o Bożej dobroci. Czy w takim razie grając na trąbce można chwalić Boga?
Ktoś może powiedzieć: "No, ale jeśli ktoś grając na trąbce akompaniuje komuś kto śpiewa o Bogu, to ten na trąbce też wtedy chwali Boga."
No dobra, ale jeśli tylko gra jakąś melodię, do której nie ma słów? To wtedy chwali Boga, czy nie? Jest to wtedy muzyka chrześcijańska? czy zwykła?
Posłuchajcie i zobaczcie

Michael W. Smith - Freedom



W tym utworze nie było ani jednego słowa. Czy można powiedzieć, że była to muzyka chrześcijańska?
Może myślicie: "Ale przecież Michael W. Smith to autor wielu piosenek chrześcijańskich. Wiele z nich jest nawet na polski przetłumaczone, to jest na pewno wierzący artysta, więc skomponował taki utwór, który na pewno się Bogu podoba i tą muzyką, choć bez słów, chwali Boga."
Więc czy słowa w muzyce nie są ważne? A co jest ważne? Styl muzyczny?

Jak uważacie, czy ten utwór to muzyka chrześcijańska?
Skillet - Hero



Jak myślicie, czy taka muzyka może się Bogu podobać? Ogień, ludzie ubrani na czarno, ostre brzmienie.... Poza tym jeśli uważnie słuchaliście i czytaliście to zauważyliście, że ani razu nie padło tam słowo Bóg, ani Jezus, ani nawet Pan. Czy to się może Bogu podobać?
Teraz można by powiedzieć: no tak, ale przecież tam były słowa
"Bohater nie boi się oddać swojego życia [...] mam Bohatera żyjącego we mnie"
przecież to musi być o Jezusie. A Skillet to chrześcijański zespół, tworzą go wierzący ludzie więc to też była muzyka chrześcijańska.
No dobra, zgadzam się, ale w takim razie co będzie, jeśli ludzie, którzy nie mają z Bogiem zbyt wiele wspólnego, a przynajmniej nie pokazują tego swoim życiem, jeśli tacy ludzie będą śpiewać o Bogu, to będzie to muzyka chrześcijańska, czy nie? Będzie to przynosić chwałę Bogu, czy nie?

Ich troje - Bóg jest miłością



No właśnie. Gdyby ktoś nie wiedział kto to śpiewa, to mógłby bez zwątpienia powiedzieć, że to muzyka chrześcijańska. Słowa nawet głębokie, melodia poruszająca, pianino, gitary... nie taka ostra muzyka jak Skillet... bardzo chrześcijańska muzyka.

A właśnie. Jak myślicie, jaka melodia podoba się Bogu? Jaką muzyką można chwalić Boga, a jaką nie można? Jaki styl muzyczny Mu się podoba, a jaki nie?
Może Bóg nie patrzy na ludzi, tylko na to, czy melodia jest taka "chrześcijańska" i najbardziej podoba mu się utwór Ich troje? A może jednak woli, żeby to była muzyka worshipowa, taka jaką wykonuje Matt Redman? A może to musi być coś bardziej podniosłego jak u Michaela W. Smitha? A może Bóg lubi mocną muzykę jaką wykonuje Skillet?

A może taką?
Lecrae - Don't waste your life



Co myślicie o tym? Słowa bez zwątpienia o Bogu, ale ta melodia... ten styl... Czy coś takiego może się Bogu podobać? Czy to nie jest zbyt "świecka" muzyka?
Lecrae to wierzący człowiek. Opowiada swoje świadectwo w filmiku z serii I am second, ale czy taka muzyka, którą wykonuje nie kojarzy się bardziej z czymś świeckim? Skoro jest wierzący i chce chwalić Boga swoją muzyką, to czy nie powinien zmienić stylu na coś w stylu Matta Redmana?

Dobra, dużo pytań zadałem, czas trochę to ogarnąć i zastanowić się nad odpowiedziami. Zobaczcie pewien filmik z serii Messy Mondays.
Wyjaśnienie: DCTalk to nieistniejący już zespół który tworzyli m.in. TobyMac i wokalista zespołu Newsboys.
Problem with christian bands



Czy jedliście dzisiaj chrześcijańskie śniadanie? Albo chrześcijański obiad? Nie. Jedliśmy po prostu śniadanie, potem obiad. Tak samo nie można powiedzieć, że ktoś słucha "muzyki chrześcijańskiej". Po prostu słucha muzyki. Nie ma czegoś takiego jak zespół chrześcijański. Jest po prostu zespół. Muzyka może mieć chrześcijański przekaz. Zespół może przekazywać chrześcijańskie wartości. Zawsze jednak będzie to po prostu zespół i po prostu muzyka.

A jaka muzyka się Bogu podoba?
Myślę, że dla Boga nie ma znaczenia styl muzyczny. Czy to jest rock, czy hip-hop, czy jazz, czy metal, czy cokolwiek... Myślę, że nawet słowa nie mają aż tak dużego znaczenia. Najważniejsze jest serce wykonawcy.

Jest taki werset w 1 księdze Samuela
" Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce."
Myślę, że można by też powiedzieć:
"Człowiek słyszy to co mu wpada do ucha, ale Pan słyszy serce."

Myślę, że Bóg nie patrzy na to jaki styl ktoś wykonuje, jakie słowa śpiewa, czy w ogóle śpiewa jakiekolwiek słowa. Pan Bóg patrzy na serce. Czy wykonuje tą muzykę po to aby chwalić Boga, czy aby po prostu zrobić karierę.
Dlatego nie osądzajmy czy jakiś zespół jest chrześcijański, czy wykonawca jest chrześcijański, czy cokolwiek. Tylko Pan Bóg zna serca tych osób i wie, czy śpiewają dla Jego chwały.

Zacząłem od piosenki, więc również skończę piosenką. Enjoy!

Francesca Battistelli - Behind the scenes

sobota, 10 maja 2014

Ściąganie plików z internetu

Jak niektórzy wiedzą ściągam z internetu dużo muzyki i trochę filmów. Niektórzy nazywają to piractwem, inni okradaniem artystów itd. (w każdym razie wielu ludzi to potępia). Ja jednak nieraz już na obozach zachęcałem do ściągania z internetu muzyki z chrześcijańskim przesłaniem. Dlaczego? Już wyjaśniam :)

Jedni mówią, że każde ściągnięcie utworu muzycznego, filmu, gry, czy programu komputerowego jest nielegalne. Inni twierdzą, że można ściągnąć, ale po 24 godzinach trzeba usunąć, jeszcze inni, że trzeba usunąć po 3 dniach... Kto ma rację? Nikt.
A właściwie ja mam rację, bo ściągam ile się da :P
Polskie prawo pozwala na ściąganie muzyki i filmów z internetu, ale z pewnymi ograniczeniami.

Oto 3 (jest ich mnóstwo, ale tu jest to fajnie opisane) linki do artykułów na ten temat. Kto nie ma ochoty wszystkiego czytać, poniżej piszę własne streszczenie :)

http://forum.pcformat.pl/Legalnosc-plikow-w-internecie-i-korzystanie-z-nich-jakie-mamy-prawa-i-co-nam-grozi-t

http://www.komputerswiat.pl/poradniki/internet/pobieranie-plikow/2012/10/jak-legalnie-pobierac-pliki-z-internetu.aspx

http://www.chip.pl/news/wydarzenia/prawo-i-polityka/2013/04/sprawdz-co-mozesz-legalnie-sciagnac-z-sieci

Streszczenie:
1. Możemy ściągać muzykę i filmy z internetu jeśli zostały już wydane publicznie (czyli np. jeśli dana płyta miała już swoją premierę to możemy ją bez obaw pobrać z internetu. Nie można ściągać przedpremierowych utworów, które "wyciekły do sieci").
2. Nie musimy się martwić o to z jakiego źródła ściągamy (można bez obaw ściągać z rapidshare, mediafire, darkwarez, peb, newalbumreleases, filestube, chomikuj itd.) o ile jest to zgodne z pkt.1
3. Ściągnięte utwory możemy przegrać sobie na telefon, odtwarzacz mp3, nagrać na płytę... cokolwiek. Możemy również je skopiować i podarować komuś z rodziny, albo koleżance, czy koledze.
4. Nie możemy sami upubliczniać plików, o ile nie ma na to zgody autora, tzn. nie możemy uploadować plików na serwery hostingowe (rapidshare itd.) i upubliczniać linków. Możemy tylko kopiować dla rodziny i bliskich znajomych. Nie możemy więc także np. wrzucać na youtube filmu w którym użyliśmy fragmentów z innych filmów, albo daliśmy na podkład dźwiękowy muzykę, do której nie mamy praw autorskich (ten zakaz akurat czasem łamię, ale na dole tego posta wyjaśniam dlaczego).
5. Prawnicy sami nie wiedzą, czy można upubliczniać linki z których można ściągać pliki. Niektórzy mówią, że można, inni, że nie można.
6. Z programami komputerowymi i grami jest inaczej. Tu w żadnym wypadku nie możemy ściągać i korzystać. Nie możemy również skopiować, a nawet pożyczyć(!) płyty z grą koledze (chyba, że pozwala na to licencja). Najlepiej więc przed ściągnięciem sprawdzić czy program ma licencję freeware (wystarczy wpisać w google). Jeśli jest freeware to można ściągać bez problemu. Jeśli jest inaczej, to nie możemy. Wszelkiego rodzaju pliki z crackiem są nielegalne.

Koniec streszczenia przepisów prawnych. Teraz krótkie rozkminy.

1. Ktoś powie: "no tak, ściąganie z internetu jest legalne, ale przecież jeśli zamiast zapłacić za płytę, ściągniesz jej zawartość z internetu to okradasz artystę".
Powiem tak: 2 lata temu podczas TE w Dzięgielowie postanowiłem, że kupię jakąś jedną płytę z muzyką. Oczywiście wiele utworów już na komputerze miałem, ale chciałem po prostu "wesprzeć twórców". Gdy zobaczyłem naklejkę z ceną 55zł na płycie która miała premierę kilka lat wcześniej to odłożyłem ją na półkę i poszedłem. Mam w tej chwili na laptopie 274 albumy. Jeśli każdy kosztowałby, liczmy tylko 40 zł. Wtedy na muzykę musiałbym wydać 274 x 40 = 10960 zł.
To prawie 1100 kebabów!!!
Pozostawiam bez komentarza....
Gdybym nie mógł ściągnąć tych piosenek z internetu to i tak bym ich nie kupił. I tak za to nie zapłacę i tak. W związku z tym nikogo nie okradam.
Poza tym czytałem gdzieś (nie pamiętam gdzie), że "kupując płytę w sklepie większość tej kasy zgarnia wytwórnia, a artysta ma z tego niewielką część, więc jeśli już to lepiej jest kupić bilet i iść na koncert" - mniej więcej coś takiego. Nie wiem ile jest w tym prawdy, ale będąc w zeszłym roku na koncercie Bęsia miałem możliwość kupić jego najnowszą płytę, lub koszulkę z napisem reklamującym następną. Co zrobiłem? Kupiłem koszulkę, a po przyjeździe do domu muzykę ściągnąłem z internetu. Teraz gdy ktoś zapyta mnie skąd mam tę koszulkę odpowiem: "kupiłem na koncercie Bęsia. Fajny raper. Polecam" i myślę, że w ten sposób bardziej przyczynię się do wzrostu popularności jego muzyki niż gdybym kupił płytę.

2. Jeśli wrzucę na youtube film w którym użyłem utwór na który nie mam licencji to złamię prawo. Owszem, ale po rozkminie 2 argumentów postanowiłem, że będę łamał to prawo.

Argument nr 1
Czy lepiej będzie jeśli nie wrzucę tej piosenki na swój kanał na youtubie (a i tak znajduje się na wielu innych), czy może lepiej żebym spróbował ją przetłumaczyć, zrobić polskie napisy, obrazki tematyczne w tle i wrzucić na youtuba przez co może więcej ludzi zastanowi się nad tekstem i przesłaniem danego utworu?

Argument nr 2
Złamię prawo, tak? A jeśli np. jadę samochodem i przekraczam dozwoloną prędkość, to co robię? łamię prawo. Jeśli zaparkuję na moment w niedozwolonym miejscu to co zrobię? złamię prawo. Czym z etycznego i logicznego punktu widzenia różni się wrzucenie nielegalnie piosenki na yt, od przekroczenia dopuszczalnej prędkości na drodze?

Tyle z rozkminy. Upubliczniam (nielegalnie!!) kilka filmików z mojego kanału :)