niedziela, 9 marca 2014

Mocna i słaba wiara

Czasami o niektórych ludziach mówimy, że "mają mocną wiarę". Albo, że są "bardzo wierzący", lub też "głęboko wierzący". W Biblii, w 11 rozdziale listu do Hebrajczyków są opisani różni ludzie żyjący w czasach biblijnych, którzy mieli tak mocną wiarę w Boga, że zostali zaliczeni do elitarnego grona "bohaterów wiary".

Patrząc na to wszystko zacząłem rozkminiać:
- czy w ogóle wiarę (w całym tym poście słowo "wiara" będzie oznaczało wiarę w Boga) można jakoś ...zmierzyć? ...stopniować?
- czy można powiedzieć, że ktoś ma mocniejszą/silniejszą wiarę, a ktoś inny słabszą?
- jeśli tak, to skąd mogę wiedzieć jaką ja mam wiarę? Czy mogę ją jakoś... zmierzyć, albo sprawdzić?

Odpowiadając od razu na pierwsze i drugie pytanie: myślę, że tak. Ktoś może mieć mocną wiarę, ktoś inny słabszą. Nie można natomiast wiary dokładnie zmierzyć, czy opisać w sposób... matematyczny, tzn. nie można powiedzieć, że ktoś ma wiarę np. na 60%, ktoś inny na 30%, a jeszcze inny ma tak mocną wiarę, że niedługo dojdzie do 99%. Nie. W taki sposób nie można tego określać. Ale... podkreślam jeszcze raz: moim zdaniem można powiedzieć, że ktoś ma mocną wiarę, a ktoś inny słabszą.

Od czego więc zależy ta "siła wiary"? Jakieś pół roku temu słyszałem od pewnej osoby takie stwierdzenie, że osobie, która żyje z Bogiem, Pan Bóg błogosławi, ale raz na jakiś czas, Bóg może zrobić jej taki jakby egzamin, aby zobaczyć jak bardzo ta osoba Mu ufa. Czyli (tu już moje dopowiedzenie), aby poniekąd sprawdzić tę  "siłę jej wiary".

Kilka lat temu miałem okazję być na nabożeństwie (? nie wiem, czy u nich taka nazwa funkcjonuje, w każdym razie wiadomo o co chodzi) w zborze zielonoświątkowym. Podczas śpiewania pieśni (z 15 razy powtarzanym refrenem) ludzie stali, podnosili ręce, zamykali oczy... niektórzy w tym czasie ciszej, lub głośniej się modlili... patrząc na ich twarze i ogólnie na zachowanie widziałem, że na prawdę bardzo to przeżywają. Odniosłem wrażenie, że nie robią tego tak na pokaz, tylko szczerze w ten sposób wyrażają swoją relację z Bogiem.
W moim kościele (ewangelicko-augsburskim) wygląda to zupełnie inaczej. Ludzie siedzą, śpiewają ze śpiewnika. Nikt nie podnosi rąk, nikt nie mówi na głos "amen" co kilka minut. Ja zachowuję się tak samo.
Czy można powiedzieć, że osoba z takiego zboru zielonoświątkowego jest bardziej wierząca od osoby z takiej parafii ewangelickiej? - Może się okazać, że tak, ale niekoniecznie.

To, czy ktoś ma mocną wiarę, czy słabą okaże się, nie wtedy, gdy jest się pośród innych wierzących ludzi i razem uwielbiamy Boga, razem się modlimy, wspieramy itd. kiedy wszystko w życiu się pięknie układa, kiedy Bóg nam błogosławi.

Okaże się to wtedy, gdy Bóg zrobi taki "egzamin", tzn. kiedy np. wszyscy inni ludzie wierzący (albo np. chociaż najbliżsi przyjaciele) odejdą od Boga.. kiedy zejdą na "drogę tego świata"... Czy dalej będziesz się modlił i trwał w relacji z Bogiem? czy pójdziesz za nimi?
Co w sytuacji, gdy nagle nic nie będzie ci w życiu wychodzić? Kiedy długo nie będziesz mógł znaleźć pracy, albo przydarzy ci się jakieś nieszczęście? Czy dalej będziesz uwielbiał Boga, czy zaczniesz się zastanawiać nad tym, czy masz za co, Go uwielbiać?
Co, jeśli będziesz się długo o coś modlić, a nie będziesz widział żadnej odpowiedzi od Boga? Będziesz dalej wierzył, że Bóg słyszy każdą twoją modlitwę i chce twojego dobra? Czy może zaczniesz zastanawiać się nad sensem modlitwy?

A co, jeśli taki "egzamin" nie będzie trwał tydzień, tylko np. kilka miesięcy, albo nawet lat? Co, jeśli w twoim życiu nagle wszystko zacznie się walić? Przez pierwszy tydzień pomyślisz: ok, jest przecież napisane w Biblii "Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie (Jak 1:12)" więc muszę te parę dni wytrzymać i nie zachwiać się. A po 5 tygodniach nadal nic się nie będzie układać i pomyślisz, czy ma sens wciąż Bogu ufać?

Wtedy tak naprawdę okaże się jaką masz wiarę!
Chyba najlepszym przykładem wiary jest jak dla mnie historia Noego. Budował wielki statek (300 łokci, czyli około 150 metrów długości), gdy już go zrobił wprowadził tam po parze z każdego gatunku zwierząt, oraz (zapewne) olbrzymie ilości żywności. Jak długo cała ta akcja mogła trwać? Wyobrażam sobie, że na pewno co najmniej rok, a prawdopodobnie znacznie dłużej. Jak bardzo inni ludzie musieli się z niego śmiać? Tylko jego rodzina (żona i 3 synów z żonami) ufali Bogu. Było ich tylko 8, a cała reszta (wyobrażam sobie, że) się z nich śmiała. I nie trwało to dzień, czy dwa, tylko cały okres budowy arki. Mimo tego, nie przestał ufać Bogu. Nie przestał wierzyć.
To się nazywa wiara!

Nie wiem, czy gdy się modlił to podnosił ręce w górę, czy siedział ze skłoniętą głową? Nie wiem, czy śpiewając zamykał oczy i mówił głośno "amen", czy po prostu siedział. Nie wiem, czy w ogóle śpiewał Bogu. Ale fakt, że nie przestał wierzyć i ufać Bogu, mimo takich przeciwności jest dla mnie niesamowitym przykładem co znaczy mieć "mocną wiarę". I pewnie dlatego to Noe jest wymieniony w liście do Hebrajczyków jako bohater wiary, a nie np. Piotr, który chodził (chociaż przez chwilę) po wodzie, wyganiał demony, w imieniu wszystkich uczniów wyznał szczerze Jezusowi, że wierzy, że jest Mesjaszem... ale gdy tylko Jezus został pojmany i inni uczniowie uciekli, on zwątpił i zaparł się mówiąc, że nie zna Jezusa...

Nie sztuką jest ufać Bogu, gdy jesteśmy w grupie ludzi wierzących, wzajemnie się wspierających i wszystko nam się w życiu układa. Sztuką jest Mu ufać, gdy inni ludzie (nasi bliscy) schodzą na złą drogę, a w naszym życiu wszystko się wali. To jest właśnie "mocna wiara".

Inspiracja:
(youtube) Casting Crowns - Heroes - zachęcam do posłuchania i zwrócenia uwagi na te słowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz