Krótka refleksja po minionych świętach.
Niedawno włączyłem wieczorem telewizję i akurat leciała końcówka filmu "Pasja" Mela Gibsona. Widziałem już ten film kilka razy, ale jedna scena jakoś mnie mocno zastanowiła. Zaraz po śmierci Jezusa następuje trzęsienie ziemi (to jest zgodne z opisem w ewangeliach). W świątyni pęka podłoga, a zasłona oddzielająca miejsce najświętsze od reszty, spada.
I wtedy jest krótka scena, gdy trzęsienie ziemi już się skończyło i wchodzą tam kapłani. Ze strachem oglądają zniszczenia. Jeden z nich zaczyna płakać.
Jest to moment w którym zdali sobie sprawę, że ukrzyżowali Syna Bożego. Mesjasza. Nic nie mówią. Zastanawiałem się jednak co sobie wtedy pomyśleli? Rozkminiłem, że pomyśleli: "Co myśmy zrobili!?". Oczywiście jest to tylko film i swobodna wizja reżysera, ale myślę, że w rzeczywistości taka sytuacja mogła się wydarzyć. Możliwe, że tak to właśnie wyglądało...
"Co myśmy zrobili!? Ukrzyżowaliśmy Mesjasza. Tego na którego przyjście tak czekaliśmy. Znaliśmy doskonale wszystkie proroctwa o Nim. Dlaczego Go nie poznaliśmy? Co myśmy zrobili!?" - być może takie właśnie myśli chodziły po ich głowach.
Ale potem pomyślałem: chwila, przecież Jezus nie umarł tylko za ich grzechy, ale także za moje. Jest taka dość znana pieśń pasyjna, w której znajdują się takie słowa "To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech. To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech. To nie gwoździe Cię trzymały, lecz mój grzech...". W zasadzie ja również powinienem sobie pomyśleć to co tamci kapłani:
"Co ja zrobiłem!? To za moje grzechy Jezus cierpiał na krzyżu. On cierpiał zamiast mnie. Co ja zrobiłem!?"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz